Parknęłam niepochamowanym śmiechem.
-Ja...ja to zrobiłam? -spytałam patrząc na wybrzuszenie na kroczu chłopaka.
-Mówiłem ci,że tak będzie...-wrzasnął. -Zrób coś.
-Ale co mam zrobić?
W jego oczach odczytałam coś co widziałam ostatnio cztery lata temu.
-Proszę cie,Darc. Czysty seks,bez uczuć. -odparł błagającym tonem.
-Pojebało cię?
-W tym przypadku czy ogólnie?
-Jesteś głupi czy głupi? -skrzyżowałam ręce na piersiach. -Nie prześpię się z tobą,bo ci stanął,nie jestem dziwką!-krzyknęłam wyrzucając ręce w powietrze z frustracją.
-Zróbmy to tak jak cztery lata temu,wtedy mi się podobało. -oblizał wargi.
-Nie. -syknęłam z zażenowaniem.
Chłopak zbliżył się do mnie na niebezpieczny dystans, po czym wpił się w moje usta z potrojoną siłą. Przyparł mnie do jednej ze ścian i zaczął całować moją szyję.
Nie Darcy,nie poddawaj mu się,on cie wykorzystuje.
Moja podświadomość wariowała.
Styles kierował się z pocałunkami na obojczyk. Jęknęłam głośno,bo chłopak przyssał się do mojego czułego punktu. O mój boże.
Czułam się coraz bardziej podniecona.
-Proszę. -wyszeptał czule brunet przygryzając lekko moje ucho.
Przyciągnęłam jego głowę bliżej mojej mocno go całując. Nasze języki toczyły zaciętą walkę. Wplotłam swoją dłoń w loki Harry'ego, na co ten jęknął. Swoją zimną dłonią przejechał po moim kroczu, podskoczyłam z wrażenia i oplotłam go w pasie nogami. Chłopak znów przyparł mną mocno do ściany i zaczął ściągać moje ubrania, wchodząc po schodkach na górę.
-Gdzie......achh....gdzie jest sypialnia? -wydusił Styles łapiąc oddech.
-Pierwsze drzwi na lewo. -szepnęłam lekko przygryzając wargę.
Brunet rzucił mną o łożko, po czym po kolei wszystko ze mnie ściągał. Migiem zdjęłam jego spodnie i koszulkę. Chłopak napierał na mnie cały swoim ciałem.
-Jesteś taka piękna.-szepnął po czym zdjął ostatnią część mojej bielizny,widząc mnie zupełnie nagą. Jednym zdecydowanym ruchem ściągnęłam jego bokserki widząc go w okazałości.
-Jesteś taki piękny. -szepnęłam z uśmiechem.
Brunet bez żadnego ostrzeżenia wbił się we mnie,poruszając się coraz szybciej biodrami.
Nie mogłam się opanować przed krzykiem podniecenia.
Czułam jego gorący oddech na skórze.
Moje mięśnie gwałtownie sie zacisnęły.
-H-harry. -sapnęłam. -Już prawie.
Harry jeszcze mocniej do mnie przywarł i zakończyliśmy to. Nasze jęki wypełniły cały pokój.
Oboje położyliśmy się na łóżku i wyrównywaliśmy oddechy.
-Wiesz co?-zaczął.
-Hm? -wymruczałam.
-Teraz było o niebo lepiej niż cztery lata temu..-uśmiechnął się do mnie.
-Harry..wiesz,że to ostatni wieczór. Jutro znowu wyjeżdżasz.-jęknęłam.
-A co jeśli....nie wyjade?
-Harry,nawet nie mów takich rzeczy! -podniosłam się do pozycji siedzącej. -Chyba nie zawiedziesz swoich fanów?
Na odpowiedź dostałam tylko ciche westchnięcie.
-Jeśli nie zawiodę swoich fanów, zawiodę ciebie. Jeśli natomiast nie zawiodę ciebie, zawiodę swoich fanów. Kurwa.
Zaśmiałam się lekko, głębiej chowając się w jego tors.
-Nie myśl tyle...to twoja praca i musisz tam wrócić.
-Don't let me, don't let me, don't let me go cuz I'm tired of feeling alone. Don't let me, don't let me go.....cuz I'm tired of sleeping alone. -zanucił, po czym zasnął.
Czemu to musi być takie trudne?
Ch
One soul in two people.
czwartek, 30 stycznia 2014
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Two.
-Co masz na myśli? -spytałam posyłając mu pytający wzrok. -Przecież teraz masz miliony fanek,bardzo dużo kasy,super ciuchy,najdroższe apartamenty,super przyjaciół. -wymieniałam.
-Darc,może i mam,ale co to zmienia?
-Ale...
-Nie Darcy posłuchaj. Może i mam pieniądze,fanki,super ciuchy,ale nie jest mi to potrzebne. Takie życie jest okropne. Gdzie bym się nie ruszył robią mi zdjęcia,psychiczne fanki nie dają nam spokoju,Paul ciągle chce ode mnie perfekcji,bo w niewiedzy chłopaków mówi że jestem liderem tego zespołu i powinienem być bardziej niż perfekcyjny. To wszystko miało być proste,spokojne. Miałem mieć czas dla rodziny,przyjaciół,a prawda jest taka,że nie mam. Codziennie wstając z łóżka myślę sobie jaki teraz miałbym przedmiot w szkole,co bym robił, co robi teraz moja mama,siostra,tata,co robisz ty. Codziennie na scenie zastanawiam się co ja tam robię,co ja robię bez tego co kocham,tego co zostało w Holmes Chapel.
-Ha...
-Poczekaj.-powiedział miękko.-Codzienne wywiady z paparazzi,którym zawsze kłamiemy w żywe oczy. Ehh i ten Larry Stylinson,którego wymyśliły nasze fanki, to wszystko składa się w całą jedność a na tym przyklejona jest karteczka "sława".
Zobaczyłam jak oczy chłopaka robią się czerwone a na policzkach iskrzą łzy. Harry Styles,mój najlepszy przyjaciel płakał. Podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego dżinsową kurtkę. Chłopak od razu odwzajemnił gest mocniej mnie do siebie przyciągając. Potrzebował tego,bliskości.
-Nie chcę znowu was zostawiać,mamy,ciebie,Gemmy,taty. -pociągnął nosem.
-Ciii,spokojnie Harry. Wszystko będzie dobrze. -poklepałam go lekko po plecach.
-Boję się Darc....że zdarzy się coś okropnego a mnie przy tobie nie będzie. -otarł policzki,by zostawić miejsce na nowe łzy.
-Przestań tak mówić! Nic się nie stanie,rozumiesz? Mam 19 lat, Harry,nie jestem już dzieckiem,dam sobie radę. -uśmiechnęłam się odrywając się od uścisku i przecierając policzki chłopaka kciukami.
-Pamiętasz bal w ostaniej klasie? -spytał czule się uśmiechając.
-Jak mogłabym nie? To był najlepszy dzień w moim życiu.
Jeszcze raz spojrzałam na zegar na ścianie. Nie,nie mógł mi tego zrobić i zapomnieć o najważniejszym dniu w szkole. Ostatni dzień szkoły-bal maturalny,a jego tutaj nie ma.
-No chyba twój Harry dziś się nie pojawi. -dogryzła mi Mandy i odeszła do swojego chłopaka.
Łzy wezbrały w moich oczach.
Nagle ktoś mocno objął mnie od tyłu w talii i lekko podniósł.
-Myślałaś że nie przyjdę? -spytał z chytrym uśmieszkiem na ustach.
-Ja nie,ale Mandy tak podejrzewała. -pokazałam na blondynke palcem,a potem spojrzałam chłopakowi w oczy. -Dziękuję.
-Trochę mnie to kosztowało,bo zerwałem się wcześniej z koncertu,ale było warto,słonko. -mrugnął do mnie. -Sprawisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze mną? -spytał i nie czekając na odpowiedź porwał mnie na parkiet.
-Mój też, zdecydowanie. -otarł łzy i pociągnął nosem. -Sprawisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze mną jeszcze raz? -spytał lekko się uśmiechając.
-Tu nawet nie ma muzyki. -zaśmiałam się.
-Nam nie potrzebna muzyka. -chwycił mnie jedną dłonią w talii a drugą lekko uniósł moją dłoń.
I tak przez niecałe dziesięć minut bujaliśmy się w rytm "muzyki".
-Nie powinniśmy iść już do domu? -spytałam. -Jutro rano wyjeżdżasz. -skrzywiłam się.
-Tak chyba powinniśmy. -odetchnął. -Mogłbym przenocować u ciebie?
-Jasne,czemu nie.
-Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?- spytał stawając krok przede mną twarzą do mnie.
-Harry.-zaśmiałam się. -Nie mieszkam już z rodzicami.
-Co? Jak to?
- Styles, mam 19 lat,studiuję. Chyba powinnam już mieszkać sama. -popchnęłam go do przodu,ale on nadal stał przede mną idąc teraz tyłem.
Uśmiechnął się promiennie.
-A tak się składa,że moje rzeczy zostały w hotelu,co znaczy że....
-Nie kończ,zboku. -parsknęłam śmiechem.
-To mój dom. -pokazałam palcem na mały,żółty domek z cegłowymi schodkami.
Brunet lekko się uśmiechnął i otworzył mi bramkę. Wyjęłam pęk kluczy, i jednym z nich otworzyłam drewniane drzwi.
-Zapraszam w moje skromne progi. -pokazałam gestem ręki żeby wszedł do środka.
-Wow,tu jest...............wow.
-Aż tak źle?
Zaśmiał się delikatnie.
-Aż tak dobrze. -poprawił mnie i usiadł na jednym z foteli. -Mieszkasz sama?
-Nie.
-O,a kto ma tą przyjemność mieszkać z moją najlepszą przyjaciółką? -spytał zaciekawiony.
-Angie.
-Jaka Angie? -spytał z dociekliwością.
-Widzę ten twój błysk w oku Styles,zapomnij,jest zajęta. -wywróciłam oczami.
-To dobrze,bo tak się składa że mam kogoś innego na oku. -uśmiechnął się.
-A kogóż to kopnął taki zaszczyt? -założyłam ręce na piersi.
-Myślisz że ci powiem? Zapomnij.
-Jesteś tego pewien? -przybliżyłam się lekko.
Przytaknął nerwowo przełykając gule w gardle,chyba wiedział do czego zmierzam.
-Na pewno? -usiadłam mu na kolanach przodem do jego twarzy i lekko przejechałam ręką po jego męskości. To był jego czuły punkt,znałam go od zawsze.
-Przestań,albo cię przelecę, ładnie i dystynktownie,a nie chciałbym skoro nie jesteśmy razem. -odparł zaciskając oczy.
-To mi powiedz,kotku. -jeszcze raz wykonałam ten sam ruch,tym razem mocniejszy i stanowczy.
-Darc,mówie poważnie,chyba nie chcesz wypadku?
-O jaki wypadek ci chodzi? -spytałam udając głupią.
-Wypadek będzie jak cię przelecę.
-Tylko spróbujesz kotku. -zrobiłam ten ruch jeszcze raz jednocześnie pobudzając chłopaka. Wstał szybko z kanapy i zdjął mnie z niego.
-Gdzie jest łazienka? -spytał zakłopotany.
-O mój boże nie mów że ci........
-Tak. -przerwał mi.
____________________________________________________________________________
Jak wam się podoba? :)
-Darc,może i mam,ale co to zmienia?
-Ale...
-Nie Darcy posłuchaj. Może i mam pieniądze,fanki,super ciuchy,ale nie jest mi to potrzebne. Takie życie jest okropne. Gdzie bym się nie ruszył robią mi zdjęcia,psychiczne fanki nie dają nam spokoju,Paul ciągle chce ode mnie perfekcji,bo w niewiedzy chłopaków mówi że jestem liderem tego zespołu i powinienem być bardziej niż perfekcyjny. To wszystko miało być proste,spokojne. Miałem mieć czas dla rodziny,przyjaciół,a prawda jest taka,że nie mam. Codziennie wstając z łóżka myślę sobie jaki teraz miałbym przedmiot w szkole,co bym robił, co robi teraz moja mama,siostra,tata,co robisz ty. Codziennie na scenie zastanawiam się co ja tam robię,co ja robię bez tego co kocham,tego co zostało w Holmes Chapel.
-Ha...
-Poczekaj.-powiedział miękko.-Codzienne wywiady z paparazzi,którym zawsze kłamiemy w żywe oczy. Ehh i ten Larry Stylinson,którego wymyśliły nasze fanki, to wszystko składa się w całą jedność a na tym przyklejona jest karteczka "sława".
Zobaczyłam jak oczy chłopaka robią się czerwone a na policzkach iskrzą łzy. Harry Styles,mój najlepszy przyjaciel płakał. Podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego dżinsową kurtkę. Chłopak od razu odwzajemnił gest mocniej mnie do siebie przyciągając. Potrzebował tego,bliskości.
-Nie chcę znowu was zostawiać,mamy,ciebie,Gemmy,taty. -pociągnął nosem.
-Ciii,spokojnie Harry. Wszystko będzie dobrze. -poklepałam go lekko po plecach.
-Boję się Darc....że zdarzy się coś okropnego a mnie przy tobie nie będzie. -otarł policzki,by zostawić miejsce na nowe łzy.
-Przestań tak mówić! Nic się nie stanie,rozumiesz? Mam 19 lat, Harry,nie jestem już dzieckiem,dam sobie radę. -uśmiechnęłam się odrywając się od uścisku i przecierając policzki chłopaka kciukami.
-Pamiętasz bal w ostaniej klasie? -spytał czule się uśmiechając.
-Jak mogłabym nie? To był najlepszy dzień w moim życiu.
Jeszcze raz spojrzałam na zegar na ścianie. Nie,nie mógł mi tego zrobić i zapomnieć o najważniejszym dniu w szkole. Ostatni dzień szkoły-bal maturalny,a jego tutaj nie ma.
-No chyba twój Harry dziś się nie pojawi. -dogryzła mi Mandy i odeszła do swojego chłopaka.
Łzy wezbrały w moich oczach.
Nagle ktoś mocno objął mnie od tyłu w talii i lekko podniósł.
-Myślałaś że nie przyjdę? -spytał z chytrym uśmieszkiem na ustach.
-Ja nie,ale Mandy tak podejrzewała. -pokazałam na blondynke palcem,a potem spojrzałam chłopakowi w oczy. -Dziękuję.
-Trochę mnie to kosztowało,bo zerwałem się wcześniej z koncertu,ale było warto,słonko. -mrugnął do mnie. -Sprawisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze mną? -spytał i nie czekając na odpowiedź porwał mnie na parkiet.
-Mój też, zdecydowanie. -otarł łzy i pociągnął nosem. -Sprawisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze mną jeszcze raz? -spytał lekko się uśmiechając.
-Tu nawet nie ma muzyki. -zaśmiałam się.
-Nam nie potrzebna muzyka. -chwycił mnie jedną dłonią w talii a drugą lekko uniósł moją dłoń.
I tak przez niecałe dziesięć minut bujaliśmy się w rytm "muzyki".
-Nie powinniśmy iść już do domu? -spytałam. -Jutro rano wyjeżdżasz. -skrzywiłam się.
-Tak chyba powinniśmy. -odetchnął. -Mogłbym przenocować u ciebie?
-Jasne,czemu nie.
-Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?- spytał stawając krok przede mną twarzą do mnie.
-Harry.-zaśmiałam się. -Nie mieszkam już z rodzicami.
-Co? Jak to?
- Styles, mam 19 lat,studiuję. Chyba powinnam już mieszkać sama. -popchnęłam go do przodu,ale on nadal stał przede mną idąc teraz tyłem.
Uśmiechnął się promiennie.
-A tak się składa,że moje rzeczy zostały w hotelu,co znaczy że....
-Nie kończ,zboku. -parsknęłam śmiechem.
-To mój dom. -pokazałam palcem na mały,żółty domek z cegłowymi schodkami.
Brunet lekko się uśmiechnął i otworzył mi bramkę. Wyjęłam pęk kluczy, i jednym z nich otworzyłam drewniane drzwi.
-Zapraszam w moje skromne progi. -pokazałam gestem ręki żeby wszedł do środka.
-Wow,tu jest...............wow.
-Aż tak źle?
Zaśmiał się delikatnie.
-Aż tak dobrze. -poprawił mnie i usiadł na jednym z foteli. -Mieszkasz sama?
-Nie.
-O,a kto ma tą przyjemność mieszkać z moją najlepszą przyjaciółką? -spytał zaciekawiony.
-Angie.
-Jaka Angie? -spytał z dociekliwością.
-Widzę ten twój błysk w oku Styles,zapomnij,jest zajęta. -wywróciłam oczami.
-To dobrze,bo tak się składa że mam kogoś innego na oku. -uśmiechnął się.
-A kogóż to kopnął taki zaszczyt? -założyłam ręce na piersi.
-Myślisz że ci powiem? Zapomnij.
-Jesteś tego pewien? -przybliżyłam się lekko.
Przytaknął nerwowo przełykając gule w gardle,chyba wiedział do czego zmierzam.
-Na pewno? -usiadłam mu na kolanach przodem do jego twarzy i lekko przejechałam ręką po jego męskości. To był jego czuły punkt,znałam go od zawsze.
-Przestań,albo cię przelecę, ładnie i dystynktownie,a nie chciałbym skoro nie jesteśmy razem. -odparł zaciskając oczy.
-To mi powiedz,kotku. -jeszcze raz wykonałam ten sam ruch,tym razem mocniejszy i stanowczy.
-Darc,mówie poważnie,chyba nie chcesz wypadku?
-O jaki wypadek ci chodzi? -spytałam udając głupią.
-Wypadek będzie jak cię przelecę.
-Tylko spróbujesz kotku. -zrobiłam ten ruch jeszcze raz jednocześnie pobudzając chłopaka. Wstał szybko z kanapy i zdjął mnie z niego.
-Gdzie jest łazienka? -spytał zakłopotany.
-O mój boże nie mów że ci........
-Tak. -przerwał mi.
____________________________________________________________________________
Jak wam się podoba? :)
piątek, 29 listopada 2013
One.
-Boże Darc,chyba nie znam drugiej tak grzebiącej się osoby jak ty. -blondynka wywróciła oczami. -Jak zwykle się spóźnimy.
-Perrie, spokojnie. Mamy jeszcze masę czasu.
-Doprawdy? -powiedziała z ironią i pokazała mi zegarek. -Mamy 10 minut.
-O kurwa.
Obydwie jak na rozkaz wybiegłyśmy z pokoju i przez frontowe drzwi także z domu. Na arene z domu Zayna i Pezz nie było aż tak daleko jakby się można było spodziewać, bo byłyśmy tam tak szybko że się nie zorientowałam.
-O boże. -szepnęła do mnie zaciskając mocniej rękaw mojej kurtki.
Nie spodziewałam się,że tyle fanek może stać przy wejściu, było ich tak dużo że w odległości parudziestu metrów nie było widać wejścia na arenę.
Przygryzłam nerwowo wargę i zaczęłam obmyślać plan.
Mój telefon niespokojnie zawibrował. Co jeszcze?
Przesunęłam palcem po ekranie i z czystym spokojem odebrałam.
Przesunęłam palcem po ekranie i z czystym spokojem odebrałam.
-Jezu gdzie wy jesteście? Koncert zaraz się kończy,a was nie ma!
-Dan,utknęłyśmy....dosłownie, nie mam pojęcia jak mamy wejść do środka.
-Idiotki.
- Dan zluzuj i pomóż nam,co?
-Dobra, zobaczę co się da zrobić, czekajcie przy tyłach.
Rozłączyła się.
-I co? -blondynka kurczowo poprawiła włosy.
-Chodź- syknęłam pod nosem wymijają po kolei każdą napaloną dziewczynę.
W końcu, wspólnymi siłami doszłysmy w wyznaczony punkt za budynkiem.
-No nareszcie. -brunetka odetchnęła i otworzyła nam drzwi. -Jesteście dosłownie na ostanie 2 minuty koncertu.- wywróciła oczami i wpuściła nas do środka. -Żeby było jasne, następnym razem nie ma "Ale Dan ja chce pospać", "Ale Dan obiecuję". Obydwie jedziecie ze mną, na cały koncert.
Przytaknęłyśmy zgodnie.
"you're so pretty when you cry,when you cry
i wasn't ready to hear you say 'goodbye", say goodbye.."
i wasn't ready to hear you say 'goodbye", say goodbye.."
Koncert dobiegł końca. Ostatnie oklaski,krzyk i zgaszone światła. Przygryzłam lekko wnętrze policzka.
Jako pierwszy za kulisy wbiegł Zayn,cały spocony z butelką wody w ręce. Mocno przytulił do siebie Perrie i czule pocałował ją w czoło. Wyglądali ślicznie.
Drugi wszedł Niall z Louisem,którzy zawzięcie o czymś dyskutowali.
Potem wszedł Liam. Podbiegł do Danielle i wpił się w jej usta, tak że dziewczyna straciła na chwile panowanie w nogach i oboje przewrócili się na Louisa. Cicho się zaśmiałam zasłaniając oczy,żeby nie widzieć rozgniecionego ciała Tomlinsona.
-Widzę,że ja jestem tu balastem. -skrzyżowałam ręce na piersi i tupałam rytmicznie nogą rzucając oburzone spojrzenie towarzystwu.
-Jak widać. -zakpił Niall z drwiną w głosie.
Okej....mógł mnie nie lubić,ale żeby być chamskim?
-Wiesz co Horan,muszę ci powiedzieć że jesteś niezwykle sympatyczny.-do moich ust przyczepiłam sztuczny uśmieszek.
-Po nazwisku to po pysku.-rzucił przelotnie.
-Nie mam pysku idioto.-wywróciłam oczami.
-Ah no tak. -udawał głupiego. -Przecież to r...
-Nie kończ tego,albo dostaniesz w tą swoją zatapetowaną morde!
-Uważaj bo się posram.-udawał przestraszonego.
-To się już stało? Ah nie.to twoja twarz. -parsknęłam śmiechem.
-Co jest takie śmieszne? -spytał znajomy mi głos.
-Niall i jego twarz . -odwróciłam się.
-Czy chociaż na chwile moglibyście zestopować z tymi wyzwiskami? -spytał rozbawiony Styles.
-Nie. -odpowiedzieliśmy razem.
-Pogadamy? -szepnął mi na ucho loczek.
Przytaknęłam ruchem głowy i pokierowałam się tuż za Stylesem do wyjścia.
~*~
-A więc.....jak tam sprawy z James'em? -zaczął brunet,a jego szczęka lekko się zacisnęła.
-Okej.- rzuciłam.
-Darc,popatrz na mnie. -przystanął na chwile i chwycił w dwa palce mój podbródek,po czym lekko przechylił go w jego stronę. -Wszystko w porządku? -spytał.
-Nie,tak właściwie nic nie jest w porządku. -odparłam.
-I właśnie to chciałem usłyszeć,myślisz że po 9 latach znajomości z Darcy Collins dałbym się nabrać na zwykłe "okej"?
-Tak,tak właśnie myślałam.-rzuciłam oschle.
Znów zaczęliśmy iść. Między nami zapadła bardzo niezręczna cisza.
-Jak tam Taylor? -teraz to ja spytałam. -Dogadujecie się?
-Nie zmieniaj tematu Darcy,dobrze wiem,że ten chłopak tylko i wyłącznie cie rani.
-Nic nie wiesz o nim.-pisnęłam.
-Racja,Darcy. Nic o nim nie wiem i naprawdę przeżyje z tym faktem.
-Daj spokój.-odparłam machając ręką. -Widzę cie raz na miesiąc,naprawdę nie chce się kłócić.-szepnęłam
-Ja też nie. -odparł, po czym wsunął swoje ręce w kieszenie jeansów. -Przepraszam Darc,po prostu się martwię.
-A ja ci mówię,że naprawdę nie masz o co. -zapewniłam go.
Tak naprawdę miał,ale nie chciałam dawać mu kolejnych powodów do przerywania trasy i pocieszania mnie,a wiem że Harry byłby do tego zdolny.
-Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje w trasie.
-Wyobrażam sobie,bo mi ciebie też brakuje,w szkole,w domu,wszędzie Harry.
-Pamiętasz jak w piątej klasie obiecaliśmy sobie że już zawsze będziemy nierozłączni?-spytał z uśmiechem na twarzy. Sama też się uśmiechnęłam.
-Pamiętam. -zaśmiałam się. -Pamiętasz jak w szóstej klasie Mandy i jej przyjaciółki się ze mnie śmiały? -spytałam.
-To było wtedy jak powiedziałem im że mają wypierdalać?
-Nie Harry,to nie wtedy. Wtedy powiedziałeś im że taka dziewczyna jak ja to skarb, i po dniu one zaczęły mnie lubić-zaśmiałam się.
-Ah,jakbym mógł nie pamiętać,zawsze mieliśmy z nich niezłe polewki.-parsknął śmiechem.
-Taaa....
-A pamiętasz jak się poznaliśmy? -spytał.
-Jak mogłabym nie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie uśmiechając się szeroko. -Uderzyłam cię wtedy z całęj siły piłką w głowę i przepraszałam przez tydzień. -wybuchnęłam śmiechem. Brunet po chwili zawtórował mi tym samym.
-Mieliśmy wtedy.....ile my wtedy mieliśmy lat? -spytał trzymając się za brzuch.
-Dziesięć. -uśmiechnęłam się.
-Tak bardzo tęsknię za tym życiem,normalnym życiem. -jego mina poważnie zrzedła.
____________________________________________________________________________
to tyle co do pierwszego rozdziału:):):) mam nadzieje że się podoba, no i do zobaczenia.
-Widzę,że ja jestem tu balastem. -skrzyżowałam ręce na piersi i tupałam rytmicznie nogą rzucając oburzone spojrzenie towarzystwu.
-Jak widać. -zakpił Niall z drwiną w głosie.
Okej....mógł mnie nie lubić,ale żeby być chamskim?
-Wiesz co Horan,muszę ci powiedzieć że jesteś niezwykle sympatyczny.-do moich ust przyczepiłam sztuczny uśmieszek.
-Po nazwisku to po pysku.-rzucił przelotnie.
-Nie mam pysku idioto.-wywróciłam oczami.
-Ah no tak. -udawał głupiego. -Przecież to r...
-Nie kończ tego,albo dostaniesz w tą swoją zatapetowaną morde!
-Uważaj bo się posram.-udawał przestraszonego.
-To się już stało? Ah nie.to twoja twarz. -parsknęłam śmiechem.
-Co jest takie śmieszne? -spytał znajomy mi głos.
-Niall i jego twarz . -odwróciłam się.
-Czy chociaż na chwile moglibyście zestopować z tymi wyzwiskami? -spytał rozbawiony Styles.
-Nie. -odpowiedzieliśmy razem.
-Pogadamy? -szepnął mi na ucho loczek.
Przytaknęłam ruchem głowy i pokierowałam się tuż za Stylesem do wyjścia.
~*~
-A więc.....jak tam sprawy z James'em? -zaczął brunet,a jego szczęka lekko się zacisnęła.
-Okej.- rzuciłam.
-Darc,popatrz na mnie. -przystanął na chwile i chwycił w dwa palce mój podbródek,po czym lekko przechylił go w jego stronę. -Wszystko w porządku? -spytał.
-Nie,tak właściwie nic nie jest w porządku. -odparłam.
-I właśnie to chciałem usłyszeć,myślisz że po 9 latach znajomości z Darcy Collins dałbym się nabrać na zwykłe "okej"?
-Tak,tak właśnie myślałam.-rzuciłam oschle.
Znów zaczęliśmy iść. Między nami zapadła bardzo niezręczna cisza.
-Jak tam Taylor? -teraz to ja spytałam. -Dogadujecie się?
-Nie zmieniaj tematu Darcy,dobrze wiem,że ten chłopak tylko i wyłącznie cie rani.
-Nic nie wiesz o nim.-pisnęłam.
-Racja,Darcy. Nic o nim nie wiem i naprawdę przeżyje z tym faktem.
-Daj spokój.-odparłam machając ręką. -Widzę cie raz na miesiąc,naprawdę nie chce się kłócić.-szepnęłam
-Ja też nie. -odparł, po czym wsunął swoje ręce w kieszenie jeansów. -Przepraszam Darc,po prostu się martwię.
-A ja ci mówię,że naprawdę nie masz o co. -zapewniłam go.
Tak naprawdę miał,ale nie chciałam dawać mu kolejnych powodów do przerywania trasy i pocieszania mnie,a wiem że Harry byłby do tego zdolny.
-Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje w trasie.
-Wyobrażam sobie,bo mi ciebie też brakuje,w szkole,w domu,wszędzie Harry.
-Pamiętasz jak w piątej klasie obiecaliśmy sobie że już zawsze będziemy nierozłączni?-spytał z uśmiechem na twarzy. Sama też się uśmiechnęłam.
-Pamiętam. -zaśmiałam się. -Pamiętasz jak w szóstej klasie Mandy i jej przyjaciółki się ze mnie śmiały? -spytałam.
-To było wtedy jak powiedziałem im że mają wypierdalać?
-Nie Harry,to nie wtedy. Wtedy powiedziałeś im że taka dziewczyna jak ja to skarb, i po dniu one zaczęły mnie lubić-zaśmiałam się.
-Ah,jakbym mógł nie pamiętać,zawsze mieliśmy z nich niezłe polewki.-parsknął śmiechem.
-Taaa....
-A pamiętasz jak się poznaliśmy? -spytał.
-Jak mogłabym nie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie uśmiechając się szeroko. -Uderzyłam cię wtedy z całęj siły piłką w głowę i przepraszałam przez tydzień. -wybuchnęłam śmiechem. Brunet po chwili zawtórował mi tym samym.
-Mieliśmy wtedy.....ile my wtedy mieliśmy lat? -spytał trzymając się za brzuch.
-Dziesięć. -uśmiechnęłam się.
-Tak bardzo tęsknię za tym życiem,normalnym życiem. -jego mina poważnie zrzedła.
____________________________________________________________________________
to tyle co do pierwszego rozdziału:):):) mam nadzieje że się podoba, no i do zobaczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)