poniedziałek, 2 grudnia 2013

Two.

-Co masz na myśli? -spytałam posyłając mu pytający wzrok. -Przecież teraz masz miliony fanek,bardzo dużo kasy,super ciuchy,najdroższe apartamenty,super przyjaciół. -wymieniałam.
-Darc,może i mam,ale co to zmienia?
-Ale...
-Nie Darcy posłuchaj. Może i mam pieniądze,fanki,super ciuchy,ale nie jest mi to potrzebne. Takie życie jest okropne. Gdzie bym się nie ruszył robią mi zdjęcia,psychiczne fanki nie dają nam spokoju,Paul ciągle chce ode mnie perfekcji,bo w niewiedzy chłopaków mówi że jestem liderem tego zespołu i powinienem być bardziej niż perfekcyjny. To wszystko miało być proste,spokojne. Miałem mieć czas dla rodziny,przyjaciół,a prawda jest taka,że nie mam. Codziennie wstając z łóżka myślę sobie jaki teraz miałbym przedmiot w szkole,co bym robił, co robi teraz moja mama,siostra,tata,co robisz ty. Codziennie na scenie zastanawiam się co ja tam robię,co ja robię bez tego co kocham,tego co zostało w Holmes Chapel.
-Ha...
-Poczekaj.-powiedział miękko.-Codzienne wywiady z paparazzi,którym zawsze kłamiemy w żywe oczy. Ehh i ten Larry Stylinson,którego wymyśliły nasze fanki, to wszystko składa się w całą jedność a na tym przyklejona jest karteczka "sława".
Zobaczyłam jak oczy chłopaka robią się czerwone a na policzkach iskrzą łzy. Harry Styles,mój najlepszy przyjaciel płakał. Podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego dżinsową kurtkę. Chłopak od razu odwzajemnił gest mocniej mnie do siebie przyciągając. Potrzebował tego,bliskości.
-Nie chcę znowu was zostawiać,mamy,ciebie,Gemmy,taty. -pociągnął nosem.
-Ciii,spokojnie Harry. Wszystko będzie dobrze. -poklepałam go lekko po plecach.
-Boję się Darc....że zdarzy się coś okropnego a mnie przy tobie nie będzie. -otarł policzki,by zostawić miejsce na nowe łzy.
-Przestań tak mówić! Nic się nie stanie,rozumiesz? Mam 19 lat, Harry,nie jestem już dzieckiem,dam sobie radę. -uśmiechnęłam się odrywając się od uścisku i przecierając policzki chłopaka kciukami.
-Pamiętasz bal w ostaniej klasie? -spytał czule się uśmiechając.
-Jak mogłabym nie? To był najlepszy dzień w moim życiu.
Jeszcze raz spojrzałam na zegar na ścianie. Nie,nie mógł mi tego zrobić i zapomnieć o najważniejszym dniu w szkole. Ostatni dzień szkoły-bal maturalny,a jego tutaj nie ma.
-No chyba twój Harry dziś się nie pojawi. -dogryzła mi Mandy i odeszła do swojego chłopaka.
Łzy wezbrały w moich oczach.
Nagle ktoś mocno objął mnie od tyłu w talii i lekko podniósł.
-Myślałaś że nie przyjdę? -spytał z chytrym uśmieszkiem na ustach.
-Ja nie,ale Mandy tak podejrzewała. -pokazałam na blondynke palcem,a potem spojrzałam chłopakowi w oczy. -Dziękuję.
-Trochę mnie to kosztowało,bo zerwałem się wcześniej z koncertu,ale było warto,słonko. -mrugnął do mnie. -Sprawisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze mną? -spytał i nie czekając na odpowiedź porwał mnie na parkiet.
-Mój też, zdecydowanie. -otarł łzy i pociągnął nosem. -Sprawisz mi tą przyjemność i zatańczysz ze mną jeszcze raz? -spytał lekko się uśmiechając.
-Tu nawet nie ma muzyki. -zaśmiałam się.
-Nam nie potrzebna muzyka. -chwycił mnie jedną dłonią w talii a drugą lekko uniósł moją dłoń.
I tak przez niecałe dziesięć minut bujaliśmy się w rytm "muzyki".
-Nie powinniśmy iść już do domu? -spytałam. -Jutro rano wyjeżdżasz. -skrzywiłam się.
-Tak chyba powinniśmy. -odetchnął. -Mogłbym przenocować u ciebie?
-Jasne,czemu nie.
-Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?- spytał stawając krok przede mną twarzą do mnie.
-Harry.-zaśmiałam się. -Nie mieszkam już z rodzicami.
-Co? Jak to?
- Styles, mam 19 lat,studiuję. Chyba powinnam już mieszkać sama. -popchnęłam go do przodu,ale on nadal stał przede mną idąc teraz tyłem.
Uśmiechnął się promiennie.
-A tak się składa,że moje rzeczy zostały w hotelu,co znaczy że....
-Nie kończ,zboku. -parsknęłam śmiechem.
-To mój dom. -pokazałam palcem na mały,żółty domek z cegłowymi schodkami.
Brunet lekko się uśmiechnął i otworzył mi bramkę. Wyjęłam pęk kluczy, i jednym z nich otworzyłam drewniane drzwi.
-Zapraszam w moje skromne progi. -pokazałam gestem ręki żeby wszedł do środka.
-Wow,tu jest...............wow.
-Aż tak źle?
Zaśmiał się delikatnie.
-Aż tak dobrze. -poprawił mnie i usiadł na jednym z foteli. -Mieszkasz sama?
-Nie.
-O,a kto ma tą przyjemność mieszkać z moją najlepszą przyjaciółką? -spytał zaciekawiony.
-Angie.
-Jaka Angie? -spytał z dociekliwością.
-Widzę ten twój błysk w oku Styles,zapomnij,jest zajęta. -wywróciłam oczami.
-To dobrze,bo tak się składa że mam kogoś innego na oku. -uśmiechnął się.
-A kogóż to kopnął taki zaszczyt? -założyłam ręce na piersi.
-Myślisz że ci powiem? Zapomnij.
-Jesteś tego pewien? -przybliżyłam się lekko.
Przytaknął nerwowo przełykając gule w gardle,chyba wiedział do czego zmierzam.
-Na pewno? -usiadłam mu na kolanach przodem do jego twarzy i lekko przejechałam ręką po jego męskości. To był jego czuły punkt,znałam go od zawsze.
-Przestań,albo cię przelecę, ładnie i dystynktownie,a nie chciałbym skoro nie jesteśmy razem. -odparł zaciskając oczy.
-To mi powiedz,kotku. -jeszcze raz wykonałam ten sam ruch,tym razem mocniejszy i stanowczy.
-Darc,mówie poważnie,chyba nie chcesz wypadku?
-O jaki wypadek ci chodzi? -spytałam udając głupią.
-Wypadek będzie jak cię przelecę.
-Tylko spróbujesz kotku. -zrobiłam ten ruch jeszcze raz jednocześnie pobudzając chłopaka. Wstał szybko z kanapy i zdjął mnie z niego.
-Gdzie jest łazienka? -spytał zakłopotany.
-O mój boże nie mów że ci........
-Tak. -przerwał mi.
____________________________________________________________________________
Jak wam się podoba? :)