piątek, 29 listopada 2013

One.

-Boże Darc,chyba nie znam drugiej tak grzebiącej się osoby jak ty. -blondynka wywróciła oczami. -Jak zwykle się spóźnimy.
-Perrie, spokojnie. Mamy jeszcze masę czasu. 
-Doprawdy? -powiedziała z ironią i pokazała mi zegarek. -Mamy 10 minut.
-O kurwa. 
Obydwie jak na rozkaz wybiegłyśmy z pokoju i przez frontowe drzwi także z domu. Na arene z domu Zayna i Pezz nie było aż tak daleko jakby się można było spodziewać, bo byłyśmy tam tak szybko że się nie zorientowałam. 
-O boże. -szepnęła do mnie zaciskając mocniej rękaw mojej kurtki. 
Nie spodziewałam się,że tyle fanek może stać przy wejściu, było ich tak dużo że w odległości parudziestu metrów nie było widać wejścia na arenę. 
Przygryzłam nerwowo wargę i zaczęłam obmyślać plan. 
Mój telefon niespokojnie zawibrował. Co jeszcze?
Przesunęłam palcem po ekranie i z czystym spokojem odebrałam. 
-Jezu gdzie wy jesteście? Koncert zaraz się kończy,a was nie ma!
-Dan,utknęłyśmy....dosłownie, nie mam pojęcia jak mamy wejść do środka. 
-Idiotki.
- Dan zluzuj i pomóż nam,co? 
-Dobra, zobaczę co się da zrobić, czekajcie przy tyłach. 
Rozłączyła się. 
-I co? -blondynka kurczowo poprawiła włosy. 
-Chodź- syknęłam pod nosem wymijają po kolei każdą napaloną dziewczynę.
W końcu, wspólnymi siłami doszłysmy w wyznaczony punkt za budynkiem. 
-No nareszcie. -brunetka odetchnęła i otworzyła nam drzwi. -Jesteście dosłownie na ostanie 2 minuty koncertu.- wywróciła oczami i wpuściła nas do środka. -Żeby było jasne, następnym razem nie ma "Ale Dan ja chce pospać", "Ale Dan obiecuję". Obydwie jedziecie ze mną, na cały koncert. 
Przytaknęłyśmy zgodnie. 
 
"you're so pretty when you cry,when you cry
i wasn't ready to hear you say 'goodbye", say goodbye.."

Koncert dobiegł końca. Ostatnie oklaski,krzyk i zgaszone światła. Przygryzłam lekko wnętrze policzka.
Jako pierwszy za kulisy wbiegł Zayn,cały spocony z butelką wody w ręce. Mocno przytulił do siebie Perrie i czule pocałował ją w czoło. Wyglądali ślicznie. 
Drugi wszedł Niall z Louisem,którzy zawzięcie o czymś dyskutowali. 
Potem wszedł Liam. Podbiegł do Danielle i wpił się w jej usta, tak że dziewczyna straciła na chwile panowanie w nogach i oboje przewrócili się na Louisa. Cicho się zaśmiałam zasłaniając oczy,żeby nie widzieć rozgniecionego ciała Tomlinsona.
-Widzę,że ja jestem tu balastem. -skrzyżowałam ręce na piersi i tupałam rytmicznie nogą rzucając oburzone spojrzenie towarzystwu.
-Jak widać. -zakpił Niall z drwiną w głosie.
Okej....mógł mnie nie lubić,ale żeby być chamskim?
-Wiesz co Horan,muszę ci powiedzieć że jesteś niezwykle sympatyczny.-do moich ust przyczepiłam sztuczny uśmieszek.
-Po nazwisku to po pysku.-rzucił przelotnie.
-Nie mam pysku idioto.-wywróciłam oczami.
-Ah no tak. -udawał głupiego. -Przecież to r...
-Nie kończ tego,albo dostaniesz w tą swoją zatapetowaną morde!
-Uważaj bo się posram.-udawał przestraszonego.
-To się już stało? Ah nie.to twoja twarz. -parsknęłam śmiechem.
-Co jest takie śmieszne? -spytał znajomy mi głos.
-Niall i jego twarz . -odwróciłam się.
-Czy chociaż na chwile moglibyście zestopować z tymi wyzwiskami? -spytał rozbawiony Styles.
-Nie. -odpowiedzieliśmy razem.
-Pogadamy? -szepnął mi na ucho loczek.
Przytaknęłam ruchem głowy i pokierowałam się tuż za Stylesem do wyjścia.
~*~
-A więc.....jak tam sprawy z James'em? -zaczął brunet,a jego szczęka lekko się zacisnęła.
-Okej.- rzuciłam.
-Darc,popatrz na mnie. -przystanął na chwile i chwycił w dwa palce mój podbródek,po czym lekko przechylił go w jego stronę. -Wszystko w porządku? -spytał.
-Nie,tak właściwie nic nie jest w porządku. -odparłam.
-I właśnie to chciałem usłyszeć,myślisz że po 9 latach znajomości z Darcy Collins dałbym się nabrać na zwykłe "okej"?
-Tak,tak właśnie myślałam.-rzuciłam oschle.
Znów zaczęliśmy iść. Między nami zapadła bardzo niezręczna cisza.
-Jak tam Taylor? -teraz to ja spytałam. -Dogadujecie się?
-Nie zmieniaj tematu Darcy,dobrze wiem,że ten chłopak tylko i wyłącznie cie rani.
-Nic nie wiesz o nim.-pisnęłam.
-Racja,Darcy. Nic o nim nie wiem i naprawdę przeżyje z tym faktem.
-Daj spokój.-odparłam machając ręką. -Widzę cie raz na miesiąc,naprawdę nie chce się kłócić.-szepnęłam
-Ja też nie. -odparł, po czym wsunął swoje ręce w kieszenie jeansów. -Przepraszam Darc,po prostu się martwię.
-A ja ci mówię,że naprawdę nie masz o co. -zapewniłam go.
Tak naprawdę miał,ale nie chciałam dawać mu kolejnych powodów do przerywania trasy i pocieszania mnie,a wiem że Harry byłby do tego zdolny.
-Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje w trasie.
-Wyobrażam sobie,bo mi ciebie też brakuje,w szkole,w domu,wszędzie Harry.
-Pamiętasz jak w piątej klasie obiecaliśmy sobie że już zawsze będziemy nierozłączni?-spytał z uśmiechem na twarzy. Sama też się uśmiechnęłam.
-Pamiętam. -zaśmiałam się. -Pamiętasz jak w szóstej klasie Mandy i jej przyjaciółki się ze mnie śmiały? -spytałam.
-To było wtedy jak powiedziałem im że mają wypierdalać?
-Nie Harry,to nie wtedy. Wtedy powiedziałeś im że taka dziewczyna jak ja to skarb, i po dniu one zaczęły mnie lubić-zaśmiałam się.
-Ah,jakbym mógł nie pamiętać,zawsze mieliśmy z nich niezłe polewki.-parsknął śmiechem.
-Taaa....
-A pamiętasz jak się poznaliśmy? -spytał.
-Jak mogłabym nie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie uśmiechając się szeroko. -Uderzyłam cię wtedy z całęj siły piłką w głowę i przepraszałam przez tydzień. -wybuchnęłam śmiechem. Brunet po chwili zawtórował mi tym samym.
-Mieliśmy wtedy.....ile my wtedy mieliśmy lat? -spytał trzymając się za brzuch.
-Dziesięć. -uśmiechnęłam się.
-Tak bardzo tęsknię za tym życiem,normalnym życiem. -jego mina poważnie zrzedła.
____________________________________________________________________________

to tyle co do pierwszego rozdziału:):):) mam nadzieje że się podoba, no i do zobaczenia.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz